Zbliżała się wojna. Czy się bałam ? Nie. Nie mogłam uwierzyć, że rodzice tak mnie oszukali ! Zabiłam ojca, teraz muszę zabić matkę. Razem z Loreną, która stała się moją przyjaciółką i Erickiem przygotowywaliśmy się do wojny. Postanowiliśmy gromadzić armie. Zwiedziliśmy pół świata. Na początek pojechaliśmy do Finlandii, tam przyłączyło się do nas około 235 wampirów. Następnie wyruszyliśmy na Grenlandię i zgromadziliśmy 125 tysięcy wampirów. I tak dalej. Gdy znajdowaliśmy się w Norwegii stało się coś niezwykle głupiego. Przy gromadzeniu zapasów Eric przyciągnął mnie do siebie i powiedział :
- Jak wygramy wojnę, pobierzemy się ?
- Eee .. yy .. chyba żartujesz ?
- Dlaczego ? - odpowiedział trochę zmieszany
- Bo cię nie kocham ? - odpowiedziałam natychmiast i zaraz pożałowałam swoich słów. Momentalnie mnie puścił i odszedł. Jeszcze zanim się odwrócił, zobaczyłam w jego oczach ogromy żal. Prychnęłam zdenerwowana, co on sobie myśli ? Że się z nim ożenię ?! Mam dopiero 16 lat, a on więcej niż 200.
- Ej, Ofelia. Mamy gościa.
- Kogo ?
- Dziwny typ. Wampir. Nic nie chciał powiedzieć, mówił tylko, że on do Ofelii.
- Aha - roześmiałam się. Przyprowadź go tu.
- Tak jest.
Czekałam na nich dobre 10 minut. Nagle drzwi się otworzyły i do sali wszedł piękny, o umięśnionej sylwetce chłopiec. Wyglądał na dobre 15,16 lat.
- Witaj, Ofelio. Jestem Godfrey.
- Rozumiem, po co tu przybyłeś ?
- Po to by włączyć się do waszej armii.
Omal nie wybuchnęłam śmiechem. On na pewno jest nowo narodzonym.
- A ile ty masz lat? Piętnaście, szesnaście ? - powiedziałam z kpiącym uśmieszkiem.
- Nie - momentalnie przemieścił się i przystawił twarz do mojej twarzy aby wypowiedzieć szeptem :
- Mam 1000 lat. Trochę stary jestem.
Patrzyłam na niego zszokowana. On ma 1000 lat ?! Myślałam, że oczy wyjdą mi z orbit.
- Odsuń się ode mnie - odrzekłam.
Natychmiast odszedł i powtórzył pytanie:
- Mogę przystąpić do waszej armii ?
- Tak, możesz. Idź do Erica, on ci wszystko powie.
Wyszedł powolnym krokiem. Stałam chyba dobre pół godziny. Postanowiłam sprawdzić co robią ci dwaj chłopcy.
Zeszłam po schodach i stanęłam przed drzwiami nasłuchując. Usłyszałam podniesione głosy.
- Co ty tu robisz ? - rozpoznałam tu głos Erica
- Synu, jestem tu po to żeby wam pomóc.
Synuu ?! Nie no ja chyba dzisiaj się wykończę.
- Ale, nie możesz tak uciec. W ogóle .. jak .. jak ty .. uciekłeś z tam tond. Przecież oni cie chronią tak, że nawet nosa nie wystawisz za drzwi!
- Ciszej Eric, jeszcze nas ktoś usłyszy. Phi, dla mnie to drobnostka mam 1000 lat. Powiedz mi jaki jest plan bitwy.
Dalej już nie słuchałam, byłam zbyt zszokowana. Syn ?! Skąd oni się znają ?! Nie myśląc wparowałam do pokoju i wrzasłam :
- Co wy tu odpierdalacie ?! Jaki syn ?! Wy się znacie ?!
Nikt mi nie odpowiedział. Spostrzegłam, że Eric i Godfrey leżą na ziemi. Co im się stało ?
***
Minęły 2 godziny. Obudzili się. Od razu na nich naskoczyłam :
- Co wy się w śpiącą królewnę bawicie ?!
- Ymm .. Ofelia ty chyba masz moc.
- Jaką kurwa moc ?!
- Ogłuszyłaś nas na dobre 2 godziny. Wystarczy, że krzykniesz a powalisz milion wampirów.
- To niemożliwe, mój tata m ..
Przerwał mi huk otwieranych drzwi. Po kilku sekundach na dole była już Lorena która wrzeszczała :
- Idą tu !! Idą tu już !!