piątek, 24 grudnia 2010

Roździał 4

Biegłam przez lasy, krzycząc. Nie wiedziałam co się dzieje. Dobiegłam do domu i weszłam na górę do swojego pokoju. Próbowałam zasnąć, ale przewracałam się tylko z boku na bok. Trwało to do godziny 7.00. Popatrzyłam za okno, słońce powoli wschodziło. Wstałam z łóżka, wyciągnęłam się i poczułam straszne palenie w skórę. Nie bardzo wiedziałam co się dzieje, na mojej skórze pojawiały się jakieś czerwone plamy, które robiły się coraz większe. Krzyknęłam gdy poczułam pieczenie na głowie. W drzwiach mojego pokoju stanął Eric i jakaś kobieta. Ten Eric co chwila zjawiał się nie wiadomo skąd.
- Chodź Ofelia - powiedział gniewnie.
- Gdzie? - jak zwykle byłam nieufna, czułam jak powoli tracę siły. Ledwo trzymałam się na nogach.
Dziewczyna, która stała obok Erica wzięła mnie na bark i zeszliśmy na pierwsze piętro. Gdzie w fotelu siedziała moja mama.
- Co za długo na słońcu się siedziało ?
- Ona jest nowo narodzonym wampirem, więc skąd miała wiedzieć, że nie może stać na słońcu ? - krzyknął Eric.
- Nie podnoś na mnie głosu, młodzieńcze.  Śmieszy mnie Ofelia, twoja niezdarność. Zawsze byłaś taką buntowniczką, przecież. Hahaha !
- Dlaczego się ze mnie śmiejesz ?! Ty jesteś nagor ..
W tej chwili do pokoju wszedł Dracula. W mgnieniu oka złapał mnie za szyje i popchnął mnie do ściany tak że usłyszałam szczęk łamanych kości. Nawet nie poczułam bólu, wstałam i kopłam go, a on uderzył z siłą armaty w meble. Popatrzyłam na niego i myślałam, że zemdleje. Jego oczy były czerwone, tak czerwone że nie było widać źrenic. Popatrzyłam na Erica i tą obok, pokazywali palcami żebym uciekała. Gdy ojciec robił krok do mnie wzięłam do ręki pierwszy lepszy przedmiot i rzuciłam nim w niego. Okazało się, że miałam w ręce drewno i trafiłam Dracule prosto w serce. To oznaczało śmierć każdego wampira. Krew buchła we wszystkie strony. Elżbieta wrzeszczała, skorzystałam więc z zamieszania i wzięłam za rękę Erica oraz kobietę i uciekliśmy pędem.
- Ty, ty .. zabiłaś Dracule ! Najpotężniejszego wampira na świecie !! O mój boże, zabiłaś, zabiłaś tego którego wszyscy się bali !!
- Tak, zabiłam własnego ojca. On sam chciał mnie zabić.
- A tak właściwie to jestem Lorena i ..
W tym momencie urwała i rzuciła mi się na szyję.
- Dziękuję, dziękuję ci z całego serca, że go zabiłaś ! On zabił całą moją rodzinę, pragnęłam odwetu ..
- Tak tylko, że teraz Elżbieta będzie gromadziła armie - odezwał się Eric.
- Dlaczego ? - zapytałam.
- Zawsze, gdy ktoś zabił kogoś bliskiego jej oznaczało to wojnę.
- I co teraz zrobimy ? - powiedziałam płaczliwym tonem.
- Ty się nie załamuj ! Też stworzymy armie ! Wygramy !! - wrzeszczała Lorena. Widać, że była szczęśliwa.
Wyruszyliśmy jak najdalej stąd, planowaliśmy iść na południe, ale tam było za dużo słońca. Gdy tak sobie szliśmy przypomniała mi się pewna sytuacja.
- Ericu, dlaczego wtedy kazałeś mi uciekać przed tą dziewczynką ?
- To ty jeszcze nic nie wiesz ?
Pokiwałam głową, że nie.
- To jest Narcyza. Jeden z najgroźniejszych wampirów. Ona potrafi cię omamić i wypić całą twoją krew. Zależało jej na tobie, bo jesteś córką Draculi i Elżbiety. Na razie nie jesteś jakaś wyjątkowa, ale z czasem będziesz tak silna, że to ty staniesz się najpotężniejszym i najgroźniejszym wampirem na świecie. Wtedy nawet  armia Elżbiety ci nie będzie zagrażać. Ona chciała z początku wypić całą twoją krew, bo nie byłaś wtedy silna, rozumiesz teraz ?
- Tak, rozumiem.
Resztę drogi odbyliśmy w milczeniu.
____________

Hmm .. to taki specjalny rozdział na Wigilie. ; **
                                                    

1 komentarz: